Podróże małe i duże: LONDYN #2

Dziś mam dla Was drugą część relacji z Londynu. W przyszłości postaram się, aby posty były dodawane bardziej na bieżąco. Jakoś miałam ciężko przezwyciężyć lenia, ale od kilku dni nad tym pracuję. Pierwsza część [klik] była dość chętnie wyświetlana biorąc pod uwagę ogólne statystki, więc mam nadzieję, że ten wpis również Wam się spodoba. ;) 



Dziś chce Wam opowiedzieć o głównych atrakcjach tego wyjazdu, czyli London Eye, Muzeum Figur Woskowych i Oceanarium. Za bilet na te trzy atrakcje zapłaciliśmy 51 funtów/os. Ola zarezerwowała bilety przez internet i dzięki temu zapłaciliśmy mniej. Nie powiem Wam ile bilety kosztowałyby stacjonarnie. Ponadto dzięki rezerwacji uniknęliśmy kilku meeeeeega długich kolejek. Wniosek z tego taki, że warto wcześniej zamówić sobie bilety. 


Ja najlepiej wspominam Oko Londynu. Myślałam, że będę się bała, bo na samej górze jesteśmy 135 metrów nad ziemią. Okazało się jednak, że nie było źle, a widoki były nieziemskie. Pogoda nam dopisywała, więc wszystko było pięknie widać. Taka mała ciekawostka. Wiedzieliście o tym, że London Eye nigdy się nie zatrzymuje? Nawet, gdy wchodzi się do kapsuły, koło cały czas jest w ruchu.



Kolejną atrakcją było Oceanarium, które znajduje się kilka metrów od London Eye. Jak dla mnie było to super doświadczenie. Zaskakuje mnie to, że jeszcze kilka lat temu takie miejsce nie zrobiłoby na mnie najmniejszego wrażenia, a nawet mogę powiedzieć, że by mnie to nudziło, a teraz zachwycam się nawet piękną architekturą, budynkami czy nawet rzeźbami. Całkiem możliwe, że nawet muzeum mogłoby okazać się ciekawe. 







Na koniec poszliśmy do Muzeum Figur Woskowych. Nie zrobiło to na mnie jakiegoś wielkiego wrażenia, ale mimo to fajnie było zobaczyć coś co jest tak popularne na świecie. Darek wydawał się być zachwycony, ale prawdopodobnie dlatego, że on prawie każdego tam znał, a ja jakoś nie bardzo interesuję się sportem, czy też nie znam zbyt wielu aktorów i tak dalej.  Niektóre figury były naprawdę realistyczne, a inne trochę mniej. Najbardziej przerażały mnie oczy, bo wyglądały jak prawdzie. :D




Jak długo idzie pocztówka z Londynu do Polski? 

Będąc w Londynie wysłaliśmy pocztówki do naszych bliskich. Nieważne, że dotarły około dwa tygodnie po naszym powrocie. Wychodzi więc na to, że takie pocztówki międzynarodowe idą mniej więcej trzy tygodnie. To całkiem dużo, ale najważniejsze, że dotarły. :) 


Czuję, że podróże będą bardzo ważnym elementem mojego życia. Mam nadzieję, że będę miała taką szansę zobaczyć mnóstwo pięknych miejsc i że będę mogła się tym z Wami dzielić. Na ten moment już planujemy następną dużą podróż. Jednak na razie nie chce nic więcej zdradzać, bo nie znam szczegółów. 

7 komentarzy:

  1. Super !
    Moje marzenie ! <3

    www.patryczko.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Jej, marzenie.. Tez kiedys tam zawitam, zazdroszcze :) !
    sensiblees.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Ogromnie zazdroszczę Ci wizyty w Londynie, to moje marzenie od wielu lat i mam nadzieję, że wkrótce się spełni. Bardzo fajne wrażenia!

    MÓJ BLOG

    OdpowiedzUsuń
  4. Śliczne zdjęcia :D uwielbiam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Pani Merkel dziwnie szczupła... :D Ja pamiętam, kiedy byłam mała, moją pierwszą wizytę w muzeum figur woskowych :) Świetne wspomnienie. Zazdroszczę (pozytywnie) wyjazdu do Londynu :) być może kiedyś się tam wybiorę :)
    Mogę liczyć na klik w linki w nowym poście? Z góry dzięki :)
    http://thebalanceofmylife.blogspot.com/2016/03/zamowienie-z-dresslink.html

    OdpowiedzUsuń
  6. uwielbiam Londyn ! mogę tam latać w nieskończoność, chyba nigdy mi się nie znudzi ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ah jak super. Nigdy nie byłam w Londynie, ale to moje marzenie tam pojechać :)

    OdpowiedzUsuń

Proszę, abyście nie zostawiali linków w komentarzach, ponieważ traktuję to jak spam. Naprawdę - do każdego potrafię trafić bez zbędnych reklam i zaproszeń. ;)

Wielkie dzięki za każdą opinię!